niedziela, 10 kwietnia 2011

...jakoś nie chce się wracać....

Dziś bardzo nietypowo, bo linkiem do czegoś, czego chyba szukałam bardziej lub mniej, od początku tego bloga...Wyjaśniającego wizualnie "tytuł" publikacji...


W ostatnim czasie moim szczęściem, jest coś co przyszło równie niespodziewanie jak tęcza na drodze. Wszystko rozpoczęło się od przypadkowej rejestracji, na pewnym forum*, przypadkowej rozmowy, która nagle wciągnęła mnie całą i wywołała uśmiech, jakiego dawno nie miałam... I wniosło do szarej codzienności coś, co stało się NIEZWYKŁOŚCIĄ. 
I teraz - tak już sobie płynie, mam nadzieję, że jak najdłużej <^.^>
Czego jednym z przykładów jest sobotni spacer, ot tak -  gdzie oczy i nogi poniosą...
Słowem ciężko będzie teraz powrócić do poniedziałku i normalnego funkcjonowania...
Ale...
Było warto - i za nic w świecie nie chciałabym zmienić biegu wydarzeń.

______________
* No może tak nazwijmy, nie wchodząc zbytnio w szczegóły, w końcu Ustawa o Ochronie Danych Osobowych obowiązuje :P

poniedziałek, 28 marca 2011

....Dziwna Dziwność...

Mówi się, że - "punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia"...
Jeżeliby pod tym punktem, przeanalizować mój dzisiejszy dzień, to dosłownie nic, by do siebie nie pasowało.
Bo czy normalne jest, gdy po długiej niemożności prowadzenia auta i dojazdów nim do pracy, pierwsze co robisz, w pierwszy dzień po ustaniu niekorzystnych dla Ciebie warunków, to wybierasz się do niej znów na własnych nogach, mimo że prędzej już miałeś tego serdecznie dość i tym oto sposobem fundujesz sobie pół godzinny spacer? - Nie wydaje mi się.
Przecież, wg powyższej teorii powinieneś usiąść na swych - 4 - jakże szacownych literach i wieźć się do pracy :P.

Natomiast- rzecz oczywista Niebieska Rybka musi robić wszystko na opak.
Czy wyjdzie teraz z opresji i wytłumaczy swoje zachowanie?
Ano, spróbować zawsze można!

Pierwszy powód- i tak wstała wcześniej - słabizna co nie?
Drugi - chce po raz ostatni minąć się z ludźmi, których mijała podczas podróży?- No już lepiej, tym bardziej, że każdemu z nich został przypisany jakiś epitet, który to wymyśliła dla zbicia nudów. Ale czy milczące spotkanie byłoby warte czasu? - Niekoniecznie...
Trzecia próba? - minąć w drodze powrotnej, wspomnianego tu kiedyś Pana M. (taaa.... tego od kołpaków :P) i odczuć dziką wręcz satysfakcję, że tak wiele stracił? Ojj tak!! Tym bardziej, że postura Rybki, była bardzo pewna siebie, na jej twarzy widniał wręcz promienny uśmiech i nawet rozwiane wszędzie włosy, opadające niefortunnie na jej twarz, nie popsuły niczego ^^.
Słowem...Nie każdy w to uwierzy, ale jak ktoś naprawdę mocno nadepnie na odcisk Rybce, to ona potrafi być zołzą ;P

poniedziałek, 14 marca 2011

...bo to taka trochę dłubanina....

Ojj, pierwsze dwa tygodnie za pasem (kiedy to minęło?), więc wypada chyba dać znak życia? Tym bardziej, że ostatni wpis był ot taki "pływający".
hmm od czegoby tu...<myśli>
Może od początku, czyli tzw. pierwszego wrażenia^^

A więc! pierwsze zderzenie z nowym miejscem pracy >> uwiodła mnie cisza! Nie no, nie ściemniam, mimo, że zawsze gra cichuteńko radio, to tak jakoś spokojnie, cicho....nie to co na CC (choć nieraz fajnie było słuchać jakiegoś klienta-głupka- o ile był "koleżanki" ;P)
Z początku myślałam, że to uczucie cichości, to tylko jakieś wyolbrzymienie z powodu na poprzednie miejsce pracy, jednak w którymś dniu, jak przyszła koleżanka z działu sprzedaży i stwierdziła: jak tu u Was cicho...- to przynajmniej stwierdziłam, że.. jednak jestem normalna ;P
Podobało mi się za to, jej skwitowanie na odchodne: - No w sumie czego się dziwię? Przecież cyferki...One wymagają skupienia ;)

Wrażenie drugie: mimo, że jestem najmłodsza (jeszcze się dziwuję?), to jakoś nikt nie daje mi odczuć, że jestem  głupiutką małolatą...Owszem robię multum błędów, ale jakoś nikt się jeszcze o nie "nie czepia", a wręcz przeciwnie- co po niektóre osoby dzielnie mnie dopingują, 3mają kciuki i powtarzają n-ty raz: Nie przejmuj się, pytaj się o wszystko, dasz radę...itepe. itd., a przy tym szczerze i szeroko się uśmiechają ;D

Co jeszcze na koniec? Powiem, że wiele rzeczy mnie zadziwia. Już nie wspomnę o różnistych programach czy operacjach...Bo to też, ale  to - jest zrozumiałe...
Ale co innego - mniej oczywistego, a przy tym bardzo śmiesznego mogło mnie zadziwić?
Błagam, tylko się nie śmiejcie :D
Uwaga, uwaga: kalkulator z tasiemką! Pierwsze moje skojarzenie: dziecięca kasa fiskalna- taka wiecie przydatna przy zabawie w sklep! Wszystko mi przypasiło: tasiemka, dźwięk i w ogóle...
Szkoda tylko, że obsługa nie okazała się dziecinnie prosta...przynajmniej w moim wykonaniu...-najpierw cyfra potem to co chcesz z nią zrobić, odwrotnie niż normalnie, najpierw pisz potem licz....- powtarzałam jak mantrę... i tak dopiero w którymś dniu zajarzyłam;) chyba nie chcę wiedzieć co dziewczyny myślały, jak nawet przy odejmowaniu mi błędne wyniki wychodziły^^ No ale! Było minęło, prawda?
W końcu musiałam coś wykombinować, co nie?
Inaczej nie byłabym Niebieską Rybką..., ale ciii....

wtorek, 1 marca 2011

...Ryzyk, fizyk, meta(fizyk)...

W zamierzeniu miał być to optymistyczny, tryskający wprost energią wpis...
Jednak w świetle informacji, którą dziś uzyskałam, z nie lada opóźnieniem, niestety taki nie będzie ;/

Optymistyczna wersja miała głosić, że podejmuję pewne ryzyko, związane ze zmianą pracy (którą już znam) na coś zupełnie innego, ale za to w "zawodzie", że przecież to do odważnych świat należy, że "będzie dobrze", że prawdą jest, że to co dobre przychodzi niespodziewanie (hmm czyżby nowe prawo fizyki?? ;P)
I jeżeli udało się z pracą to może i w innych sferach- kto wtajemniczony wie co mam na myśli....
Miało być zakończenie, że wierzę, że mi się uda...

Teraz - nadzieja zwiała (dziwne, bo okien nie otwierałam) i zostaje multum pytań, obaw...
Zaczynam się zastanawiać, jak szybko przyjdzie mi pożałować dokonanego wyboru (tego czerwcowego i wczorajszego)??


A i jeszcze jedno. Zapewne doskonale znacie przysłowie: Umiesz liczyć...
Hmm, jeśli to prawda, to wiem że przegram ;/
I metą będzie zupełna klapa

sobota, 22 stycznia 2011

Znieczuloność ??

Wiem, wiem, znów dokonuję słowotwórstwa!
Cóż taka już jestem, jako że na co dzień nie mogę to choć tutaj trochę :P
Zaczynając prackę (a konkretnie mówiąc gdzie się dostałam), usłyszałam od kogoś, że przynajmniej uodpornię się na "krzywdę ludzką" czy coś w tym stylu.
Hmmm, chyba nie za bardzo się z tym zgodzę- może ten miesiąc z hakiem to jednak za mało?
Oczywista, są dni i klienci, którzy od razu wyprowadzą Cię z równowagi i masz ochotę wyjść z tego aparatu, stanąć obok tego kogoś, kto dzwoni i go udusić....no a przynajmniej przemówić do rozsądku w trochę inny sposób ;P (bo ile można słuchać, jak ktoś Ci "wpiera dziecko w brzuch", albo tłumaczysz jakąś błahostkę n-ty raz, bo Łoś nadal nie kuma)

Niemniej, zdarzają się również miłe rozmowy, gdzie usłyszysz prawdziwe, nieściemniane podziękowanie za pomoc, a nieraz nawet się spytają o imię, z nadzieją: że już zawsze w razie "w" będę z Panią rozmawiać ;D


Ale, powrócę może do meritum;) Jak to możliwe, że po iluś tam godzinach "na słuchawkach", mam jeszcze siłę uśmiechnąć się do starszej pani w busie, wskazać drogę komuś na ulicy, porozmawiać chwilę, a na koniec jeszcze: życzyć udanego wieczoru i wyrazić nadzieję, "że zdąży Pani na autobus", gdy tak naprawdę ludzie w około olali całą sytuację "Babuni w zielonej czapecce i okularami jak denka od butelek"?

piątek, 14 stycznia 2011

Zwykłość contra nienormalność :P

Oto takie dwa przymiotniki odnoszę często do siebie, gdy ktoś pyta o to: jaka jestem?
Ostatnio ktoś mi powiedział (może nawet pośrednio 2 osoby), że delikatnie rzecz biorąc jest to niemożliwe i muszę się na któryś z nich zdecydować, a nie tak żonglować jak mi przypasi :P

A ja im odpowiem- że według mej pokręconej teorii, jedno drugiego przecież nie wyklucza!
Oj, bo prawda jest taka, że jeśli chodzi np. o urodę, umiejętności czy coś w tym stylu, to jestem najzwyklejszą, najnormalniejszą szarą myszką (A może nawet poniżej normy? Kto to wie? Ale ok, już nie piszę, bo zaraz ktoś się odezwie, że nie powinnam sobie "jechać" :P).

Natomiast, jeśli weźmiesz pod uwagę moją "głupotkę", nieogarnięcie wielu tematów i śmiech w jak najmniej spodziewanym momencie oraz wręcz zagadywanie na śmierć, gdy wejdziesz przypadkiem na temat mojej pasji (tylko musisz go odnaleźć)  -to wtedy stwierdzisz, że w pełni normalna to ja zdecydowanie nie jestem ^^.

Jest ta notka wg Ciebie dziwna/ nieprawdziwa/ściemniana??
W sumie wiesz co?
Mało mnie to obchodzi! ;P-
-Jestem sobą! I ani myślę się zmieniać-
Więc albo zaakceptuj to, jaka jestem i baw się ze mną, w mym własnym świecie i koloruj  go ze mną tymi samymi kredkami. Albo myśl co chcesz, żyj jak chcesz, śmiej się ze mnie nawet, tylko nie twierdź, że posiadanie tych dwóch "cech" naraz jest niemożliwe!
Bo jestem tego żywym przykładem!

Ot taka zwykle nienormalna Dziewczyna.

Ps. I w sumie chyba  mi z tym dobrze;) Bo inna osoba z kolei stwierdziła, że zwykłość jest nudna.
Więc może zadając się ze mną nie będziesz jak jakiś wapniak?? :P

niedziela, 12 grudnia 2010

Zimowy spacer...

Dziś miałam się uczyć...
Jednak mnie wyciągnięto na Stary... (Moni tak dawno się nie widzieliśmy....)
W sumie jestem zadowolona ^^. Dręczą mnie co prawda wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam i lęk jak jutro sobie poradzę, ale...
No właśnie jest ale ;D
A mianowicie to, jak się powracało ze spotkania. Zadziwiające jak brak możliwości słuchania mp3 ("bateria" odmówiła posłuszeństwa) wpływa na ludzi.

Dziś urzekła mnie cisza.
Jako, że znów sypał śnieg i przymroziło troszku, to jakoś tak wszystkie samochody (nawet te na autostradzie), jechały jakby nigdzie się nie spiesząc. Nieliczni przechodnie, obatuleni szczelnie szalikami, czapkami i innymi rękawiczkami, uśmiechali się do siebie (czyżby "magia świąt"??), a Ci którzy nie wędrowali sami, przytulali się do siebie bacząc, aby się nie poślizgnąć.
Co jeszcze?
Wirujące płatki białego puchu, tańczące w świetle latarni nabierające kolorów,
skrzypiący dźwięk pod stopami,
absolutny brak chęci, aby mimo lekkiego zmarznięcia wrócić do domu...
Chęci na długi zimowy spacer, niewykluczający aniołów na śniegu, kulkowych bitew...
Niespotykany nastrój...
Szkoda, że nie było go z kim podzielić...