piątek, 13 listopada 2009

Piątek 13-stego

Nigdy nie wierzyłam w takie "święto" jak piątek 13...
Twierdziłam, że to tylko wymówka dla czegoś co nam się nie udaje...
Dziś zmieniłam zdanie.
Bo w czym ja mogłam zawinić, że odleciał mi kołpak (thx dla M.za wyjaśnienie dyskretnej różnicy ;P- no co w końcu kobieta ze mnie!samochód ma 4 kółka i jeździ), że kolejny but się mi rozkleił(fakt do tego to ja mam szczęście pechowca), i śmieje się do mnie swą otwartą paszczą...
no, i że obsługując klienta jeden but narciarski chciał nauczyć się latać- Trochę mu to nie wyszło i wylądował na mnie...będę miała fajnego śiniaka. hmm jak go nazwać? Nordik? albo Salomon? eh, już nie pamiętam który to był...
A no i jak szłam do bankomatu to okazało się że jest nieczynny! ;P

Pełnia szczęścia...

Przynajmniej jest się z czego śmiać! Ta pani (A Jakżeby inaczej), która wysłała mi dziś sms miała rację:
jak się przekroczy pewną granicę wytrzymałości to zostaje tylko się śmiać!

I od dziś piątek 13 z tym właśnie będzie mi się kojarzył -> salwą śmiechu, do której trzeba dojrzeć...

Życzę wszystkim pechowcom Miłego dnia ;D!

czwartek, 12 listopada 2009

Bo małe jest piękne... ;P

....tylko trzeba chcieć to dostrzec. Zacząć umieć się cieszyć z drobiazgów...
Jak z tego, że pewnego popołudnia wpadł z wizytą do twojego pokoju Pan Motyl i kazał się dość długo przekonywać, że nie koniecznie jest to dla niego zdrowe miejsce do życia...
Że jak już odlatywał to "puścił" do Ciebie oko swoim delikatnym skrzydełkiem...
Z tego że w pracy jest wesoło, że kogoś ostatnio poznałaś i ...nie mogliście się rozdzielić...ot taka nić porozumienia.
Z tego, że będąc w  uczelnianej bibliotece (no co? trza skądś brać książki na licencjacką) patrzysz pani się męczy, podajesz jej książkę żeby kod miała blisko a ona na to: Ooo pierwszy raz mi się zdarza,żeby studentka mi pomagała, widać studenci jednak jak chcą to potrafią. ;P >>taa albo wiedzą co to znaczy "kasować" przez te min 8 h
Nawet radość można czerpać z tego, że będąc wczoraj na pokazie sztucznych ogni, zwróciłaś po raz pierwszy uwagę nie na to jak wyglądają, ale zauroczył Cię huk...- może to tylko dlatego, że nie miałaś humoru- ale mimo wszystko było to piękne...no i przede wszystkim inne (to znaczy niezwykłe??^^)


Ps. wszystko przydażyło się autorce więc wie o czym pisze ;P na prawdę jest to prawda :P

środa, 16 września 2009

Litery uciekły z księgarni...Part 1

Nadeszła wiekopomna chwila, otwarcia nowego cyklu zatytułowanego
-Litery Uciekły z Księgarni-

Zamieszczone tutaj będą nieraz to dłuższe, nieraz krótsze cytaty lub ciekawe „porady, instrukcje” z książek, które z jakiegoś powodu mi się spodobały.

Na pierwszy ogień idzie Brudna Robota Ch. Moore.Opowieść o typowym samcu beta, który zaraz po tym jak stracił żonę, a zyskał córkę- stał się Handlarzem Śmierci.
Jest to powieść pełna czarnego humoru. Oto najlepsze wg mnie kawałki Mięska:P
Ps. zielony kolorek pochodzi ode mnie

***
(Charlie do żony tuż po urodzeniu córki)
- Zachowują się, jakby wszystko było w porządku. Że niby dzieciak ma dziesięć palców u rąk, dziesięć u nóg i wszystko będzie dobrze. A jeśli są jakieś dodatkowe? No? Nadprogramowe palce? A jeśli ma ogon? (Charlie był pewien, że na ultrasonogramie z szóstego miesiąca ciąży dostrzegł ogon. Pępowina, akurat! Zachował sobie wydruk).
- Nie ma ogona, panie Asher- zapewniła położna.-A palców jest dziesięć plus dziesięć, sprawdziliśmy.
(po kolejnym wymyślaniu Charliego)
Położna westchnęła.(...)Mogła sobie na to pozwolić. Była położną od dwudziestu lat i nigdy nawet nie podniosła głosu na świeżo upieczonego ojca.
-Nie ma żadnego cholernego ogona, durniu! Patrz!- Zsunęła kocyk i wycelowała w Charliego pupę Sophie, jakby mała mogła puścić serię śmiercionośnych kupek, jakiej prostoduszny samiec beta nigdy nie widział.
Charlie odskoczył- a potem zrozumiawszy, że dziecko nie jest nabite, wygładził klapy tweedowej marynarki w geście świętego oburzenia.

***
(Charlie rozmawia z siostrą Jane po pogrzebie żony)
-Widziałaś coś świecącego?
Jane rzuciła poduszki na podłogę
-Co?
- Świecące na czerwono. Widziałaś ,żeby coś w sklepie świeciło, tak pulsowało na czerwono?
-Nie. A ty?
-Właściwie tak.
-Daj mi je.
-Co?
-Leki. Dawaj. Najwyraźniej są dużo lepsze niż mi się wydawało.
-Ale mówiłaś, że to tylko proszki przeciwlękowe.
-Dawaj je. Zajmę się twoim dzieckiem, kiedy będziesz na tej szywie.
-Nie możesz opiekować się moją córką, będąc na prochach.
-Dobra. Podaj mi tę kruszynę i idź siedzieć.
Charlie przekazał niemowlę Jane.
-Musisz też pilnować mamy, żeby nie przeszkadzała.
-O nie nie bez prochów.
-Są w szafce z lekami w dużej łazience. Dolna półka.

***
teraz zostały mu tylko szynka, ciemny żytni chleb i mleko Enfamil dla niemowląt- wszystko niejadalne bez musztardy. Kupił plastikową butelkę żółtej musztardy i,mając ją w kieszeni poczuł się bezpieczniej.

***
Kilka minut wcześniej Lily pogrążyła się w myślach. Nie było to jej zwykłe zamyślenie, stanowiące reakcję na świat, w którym wszyscy byli głupi, a życie nie miało sensu, zwłaszcza jeśli twoja matka zapomniała kupić kawę.

***
(Charlie dowiaduje się kim jest od innego Handlarza Śmierci- wysokiego i dość masywnego)
Ogarniała go panika i próbował zadać wszystkie możliwe pytania zanim zostanie uwolniony.- Co to za liczby za nazwiskami? Nazwiska pojawiają się ot tak, po prostu? Jak długo mam to robić zanim przejdę na emeryturę? Dlaczego ubierasz się w miętową zieleń? (…)
-Chodzi o imię.
-Słucham?- Charlie przestał przywiązywać się do krzesła.
-Ubieram się w miętową zieleń z powodu mojego imienia. Minty.
-Charlie zupełnie zapomniał o swoich zmartwieniach.
-Minty? Nazywasz się Minty Fresh? Miętowa Świeżość?
Wydawało się, że próbuje stłumić kichnięcie, ale potem parsknął głośnym śmiechem. A potem się uchylił.

***
( Charlie w pralni zaraz po oddaniu garnituru)
-Jest jeszcze coś. Wiem, że minęło sporo czasu, od kiedy tego potrzebowałem...ale zastanawiam się, czy ma pan jeszcze swoją drugą firmę?
Pan Hu przymknął oko i patrzył na Charliego przez pełną minutę, zanim odpowiedział. W końcu rzekł:
-Chodź-I zniknął za kotarą, zostawiając za sobą obłok papierosowego dymu.
Charlie poszedł za nim, przez hałaśliwe, spowite parą piekło płynów do prania, maglownic i uwijających się pracowników, do małego, obitego sklejką gabinetu. Hu zamknął drzwi na klucz i załatwili sprawę- coś, czego nie robili od ponad dwudziestu lat.

(Ps.chodziło o fajerwerki)

***
(Charlie o swojej lesbijskiej siostrze)
Zdaniem Charliego wyglądała jak zwykle, niczym skrzyżowanie robota- zabójcy z postacią z książki Seussa. Gdy jednak próbował zapomnieć o tym, że jest jego siostrą, i lesbijką, i jeszcze jego siostrą, ostatecznie był w stanie przyznać, że jej włosy, usta i sam wzrost ktoś mógłby uznać za atrakcyjne. Zwłaszcza ktoś taki jak Vern (kolejny samiec beta), który potrzebowałby sprzętu wspinaczkowego i maski tlenowej, by wejść na kobietę o rozmiarach Jane.


To na tyle cytatów. Jeszcze szczypta porad życiowych i faktów:

***
Jeśli w San Francisco ma cię przejechać autobus, najlepiej postawić na linię czterdzieści jeden (wg mnie lepsza byłaby linia czterdzieści i cztery :P ), bo można wtedy liczyć na ładny widok na most.
***
Brązowa musztarda to kulinarny odpowiednik skoków ze spadochronem- dobre dla kierowców ciężarówek i seryjnych zabójców.
***
Tak to pomysłowy samiec beta odkrył ogień. Oczywiście, samiec alfa niemal natychmiast mu go odebrał. (Odkrycie ognia nie przypadło w udziale samcom alfa, ci bowiem nie rozumieli, że nie należy chwytać za gorący, pomarańczowy koniec kija. Można im za to przypisać odkrycie oparzeń trzeciego stopnia).

środa, 5 sierpnia 2009

Biegnij, biegnij po swoje trofeum...

Nie wiem czemu, ale zawsze bieganie kojarzyło mi się zamiennie-
- albo z dążeniem do swego za wszelką cenę, po trupach- po prostu z wyścigiem szczurów- w którym nigdy nie chciałam brać udziału,
- albo z ucieczką od wszystkiego: problemów, zmartwień, świata w ogóle- tak jakbyś się bał cokolwiek zmienić, mimo że Ci źle - boisz się podjąć ryzyko w obawie, że może być gorzej - i w konsekwencji pogrążasz się w marazmie i niewygodnej sytuacji...

Dwie skrajności i żadna nie jest dobrym wyjściem.

Nagle od tygodnia (kumpel namówił mnie na bieganie) znalazłam inne
TROFEUM- prawdziwy złoty środek.
Prawda jest taka, że te dwa (ww.)czynniki są idealnie wyważone.

Gdy zaczynasz bieg- masz wszystko gdzieś, uciekasz- liczy się tylko to gdzie postawić następny krok
Potem biegniesz, biegniesz coraz szybciej i szybciej- to w głowie kotłują się pomysły jak z takiej czy innej opresji wyjść- emocje Cię rozpierają- a mimo to najważniejsze się wydaje to jak nie wypaść z ustalonego rytmu
a gdy już nie masz tchu i jesteś zmuszony zwolnić- odkrywasz, że możesz jeszcze choć mały kawałek, choć wolno- przemierzyć- już z uczuciem lekkości.

Twoje TROFEUM?- zapewne już znalazłeś rozwiązanie- a jeśli nie- to albo wiesz gdzie go szukać albo przynajmniej zdałeś sobie właśnie sprawę że potrafisz "biec dalej niż możesz"(jakby powiedział poeta) zdziałać więcej niż myślałeś.

A może to tylko endorfiny?
nie wiem
Ważne że się sprawdza ;P

czwartek, 9 lipca 2009

Koncertowo...

Dzisiaj miałam ostatni wpis do indeksu.Całkowicie pożegnałam się z wirusem sesji..:P
Koncertowo (tj bez żadnej poprawki)ukończyłam drugi roczek studiów. Z tego powodu postanowiłam zamieścić spostrzeżenie, które nawiedziło mnie chwilkę przed sesją(bo podczas samej nie miałam czasu)

Czy myśleliście kiedyś po co tak właściwie chodzi się na koncerty?

Odpowiecie mi może: posłuchać muzyki(takiej nie idealnej), popatrzeć na wykonawców, zrobić młyn itd, po prostu dobrze się bawić.

Otóż, nie jest to takie oczywiste jakby wydawać się mogło.

Taka rzeczywista sytuacja. Trwa koncert dość znanego zespołu...Rozglądam się po towarzystwie, bo nieraz fajnie jest na takiej imprezie popatrzeć na zachowanie tłumu.
Z jednej strony tuż pod sceną grupka osób...cały czas stoją jakby kij połknęli- i nie byli to bynajmniej ochroniarze ;D
Obok mnie tkz. fanka rozpoznaje piosenkę-hit, dopiero gdy wokalista "wyrzuci" pierwsze słowa i mówi: >>Boże jak ja tą piosenkę uwielbiam!<<- nie to, że ja nie będąc fanką zespołu rozpoznaję ją po "pierwszej nutce".
Dalej, gdy zaczynam się wkręcać- trochę skakać ludzie z mojej prawej ręki, patrzą na mnie jak na jakiegoś debila. To spojrzenie, które mi rzucili, gdy przypadkowo ich potrąciłam (no trudno zdarza się czasem) mówiło: >>My tutaj słuchamy- proszę nie przeszkadzać<< Wyglądali na zdziwionych, że można tak "wariować" w 5 rzędzie od sceny. Nie no przecież to zupełnie nie do przewidzenia, biorąc pod uwagę, że nie był to koncert chóru czy czegoś w tym rodzaju.
Co jeszcze?? Jest już noc. 3 dziewczyny próbują usilnie (przez 10 min)zrobić sobie zdjęcie na tle sceny, gdzie jeszcze grają artyści- bez lampy! A gdy już doszły do przyczyny błędu- rozochocone szukają odpowiedniego miejsca na następny kadr- nie to, że innym może przeszkadzać ich wałęsanie się i ciągłe obracanie wokół własnej osi...

Jak widzicie niektórzy wybierają się na koncerty tylko po to, żeby móc komuś zepsuć zabawę...
Brak słów po prostu.

Błagam! Jak nie lubicie skakać, klaskać i szaleć to zostańcie w domu-żeby móc rozkoszować się idealnie czystą muzyką słuchanej z płyty.

wtorek, 7 lipca 2009

Keine Lust...

Długo mnie nie było...Sesja, zakuwanie a nad wyrost poszukiwanie "cukru" trochę daje w kość...
Chciałoby się zakończyć poszukiwania, żeby nie mieć rozczarowań...i pozostać w miejscu ucząc się znosić dzień codzienny- tak po prosu trochę powegetować...ale czy na pewno? czy na pewno nic nie robić?na nic nie mieć ochoty?

Rammstein napisał piosenkę o takim tytule. Według mnie słowa zasługują na dużą uwagę.

To ciągłe pojawianie się wyrażenia : Ich hab' keine Lust, podawanie zdań nawzajem się wykluczających, bo jak np można nie chcieć schodzić ze śniegu i jednocześnie nie chcieć zamarznąć?

Majstersztykiem są jedne z ostatnich wersów, które mówią co się z człowiekiem dzieje, gdy nic nie robi...:

Ich bleibe einfach liegen
Und wieder zähle ich die Fliegen
Lustlos fasse ich mich an
Und Merke bald ich bin schon lange Kalt

So Kalt, mir ist Kalt! So Kalt!

Żałuję, że polskie tłumaczenie nie oddaje tego nastroju beznadziei...
By go choć trochę oddać (dla tych nie niemieckojęzycznych) zamieszczam niedosłowne (wg mnie lepsze) tłumaczenie:

Pozostaje mi po prostu leżeć
znowu liczyć muchy
beznamiętnie się dotykać
i wkrótce poczuć, że od dawna jestem zimny

Tak zimny, jest mi zimno tak zimno!

Mi się nasuwa tylko jedno- tzn, że ten ktoś jest trupem.

A przecież nie chcę tak...więc pozostaje mi nadal szukać ;P i każdemu tego życzę

piątek, 5 czerwca 2009

Dzieckiem być...

Niedawno był Dzień Dziecka.Nie miałam okazji prędzej pisać, ale chcę się czymś podzielić.
Wiecie, że zawsze chcę być dzieckiem? A raczej takie jak ono. Wiele o tym prędzej mówiono, że dzieci są czyste, niewinne, ufne, radosne, zawsze pełne nadziei itd. I, że dlatego są takie szczególne...To wszystko prawda. -Ale ja nie chcę o tym pisać,bo nie lubię dublować.A jest w nich jeszcze coś- co według mnie zasługuje na uwagę(a dotąd się nie spotkałam z żadnymi takimi spostrzeżeniami).

A mianowicie- Bycie dzieckiem- to nieznanie skutków wieży BABEL.

Czy nie zauważyliście (będąc np. na wyjeździe za granicą), że dzieci różnych narodowości świetnie się dogadują??

One mówią po prostu uniwersalnym językiem gestów i uśmiechu.

Będąc na nartach w Czechach widziałam może 3-latka. Ślizgał się na "jabłuszku"(był to wnuk sąsiada mojego gospodarza czyt. był Czechem).
Chwilę mu się przyglądałam. Gdy to spostrzegł, zaczął gaworzyć i tak wszystko pokazywać, że wiedziałam już- co tu właściwie robi, po co to robi i co czuje...
Potem zaczął się bawić z innym maluchem z Polski- dogadywali się świetnie...
a Rodzice tylko spoglądali po sobie i patrzeli czy coś się nie stanie ich pociechom - nie zamieniając słowa...

Gdy schodziłam ze stoku "mój maluch" pożegnał mnie i zaczął machać na pożegnanie.

Dlaczego chcę być jak dziecko?- spytacie mnie może- przecież wiadomo, że ani tak muszę znać języki obce (zabawa to co innego niż praca)...

- chcę być dzieckiem- bo one, gdy się razem bawią, nie znając bariery języka- nie oceniają innych tylko dlatego, że mówią troszkę inaczej...
- chcę być dzieckiem- bo one nie boją się nigdy podejść i zacząć dobrą zabawę z innym dzieckiem mimo dzielących je różnic...

To dlatego wspomniana wyżej wieża ich nie przerasta.;D

Co myślicie?