Wiem, wiem, znów dokonuję słowotwórstwa!
Cóż taka już jestem, jako że na co dzień nie mogę to choć tutaj trochę :P
Zaczynając prackę (a konkretnie mówiąc gdzie się dostałam), usłyszałam od kogoś, że przynajmniej uodpornię się na "krzywdę ludzką" czy coś w tym stylu.
Hmmm, chyba nie za bardzo się z tym zgodzę- może ten miesiąc z hakiem to jednak za mało?
Oczywista, są dni i klienci, którzy od razu wyprowadzą Cię z równowagi i masz ochotę wyjść z tego aparatu, stanąć obok tego kogoś, kto dzwoni i go udusić....no a przynajmniej przemówić do rozsądku w trochę inny sposób ;P (bo ile można słuchać, jak ktoś Ci "wpiera dziecko w brzuch", albo tłumaczysz jakąś błahostkę n-ty raz, bo Łoś nadal nie kuma)
Niemniej, zdarzają się również miłe rozmowy, gdzie usłyszysz prawdziwe, nieściemniane podziękowanie za pomoc, a nieraz nawet się spytają o imię, z nadzieją: że już zawsze w razie "w" będę z Panią rozmawiać ;D
Ale, powrócę może do meritum;) Jak to możliwe, że po iluś tam godzinach "na słuchawkach", mam jeszcze siłę uśmiechnąć się do starszej pani w busie, wskazać drogę komuś na ulicy, porozmawiać chwilę, a na koniec jeszcze: życzyć udanego wieczoru i wyrazić nadzieję, "że zdąży Pani na autobus", gdy tak naprawdę ludzie w około olali całą sytuację "Babuni w zielonej czapecce i okularami jak denka od butelek"?
sobota, 22 stycznia 2011
piątek, 14 stycznia 2011
Zwykłość contra nienormalność :P
Oto takie dwa przymiotniki odnoszę często do siebie, gdy ktoś pyta o to: jaka jestem?
Ostatnio ktoś mi powiedział (może nawet pośrednio 2 osoby), że delikatnie rzecz biorąc jest to niemożliwe i muszę się na któryś z nich zdecydować, a nie tak żonglować jak mi przypasi :P
A ja im odpowiem- że według mej pokręconej teorii, jedno drugiego przecież nie wyklucza!
Oj, bo prawda jest taka, że jeśli chodzi np. o urodę, umiejętności czy coś w tym stylu, to jestem najzwyklejszą, najnormalniejszą szarą myszką (A może nawet poniżej normy? Kto to wie? Ale ok, już nie piszę, bo zaraz ktoś się odezwie, że nie powinnam sobie "jechać" :P).
Natomiast, jeśli weźmiesz pod uwagę moją "głupotkę", nieogarnięcie wielu tematów i śmiech w jak najmniej spodziewanym momencie oraz wręcz zagadywanie na śmierć, gdy wejdziesz przypadkiem na temat mojej pasji (tylko musisz go odnaleźć) -to wtedy stwierdzisz, że w pełni normalna to ja zdecydowanie nie jestem ^^.
Jest ta notka wg Ciebie dziwna/ nieprawdziwa/ściemniana??
W sumie wiesz co?
Mało mnie to obchodzi! ;P-
-Jestem sobą! I ani myślę się zmieniać-
Więc albo zaakceptuj to, jaka jestem i baw się ze mną, w mym własnym świecie i koloruj go ze mną tymi samymi kredkami. Albo myśl co chcesz, żyj jak chcesz, śmiej się ze mnie nawet, tylko nie twierdź, że posiadanie tych dwóch "cech" naraz jest niemożliwe!
Bo jestem tego żywym przykładem!
Ot taka zwykle nienormalna Dziewczyna.
Ps. I w sumie chyba mi z tym dobrze;) Bo inna osoba z kolei stwierdziła, że zwykłość jest nudna.
Więc może zadając się ze mną nie będziesz jak jakiś wapniak?? :P
Ostatnio ktoś mi powiedział (może nawet pośrednio 2 osoby), że delikatnie rzecz biorąc jest to niemożliwe i muszę się na któryś z nich zdecydować, a nie tak żonglować jak mi przypasi :P
A ja im odpowiem- że według mej pokręconej teorii, jedno drugiego przecież nie wyklucza!
Oj, bo prawda jest taka, że jeśli chodzi np. o urodę, umiejętności czy coś w tym stylu, to jestem najzwyklejszą, najnormalniejszą szarą myszką (A może nawet poniżej normy? Kto to wie? Ale ok, już nie piszę, bo zaraz ktoś się odezwie, że nie powinnam sobie "jechać" :P).
Natomiast, jeśli weźmiesz pod uwagę moją "głupotkę", nieogarnięcie wielu tematów i śmiech w jak najmniej spodziewanym momencie oraz wręcz zagadywanie na śmierć, gdy wejdziesz przypadkiem na temat mojej pasji (tylko musisz go odnaleźć) -to wtedy stwierdzisz, że w pełni normalna to ja zdecydowanie nie jestem ^^.
Jest ta notka wg Ciebie dziwna/ nieprawdziwa/ściemniana??
W sumie wiesz co?
Mało mnie to obchodzi! ;P-
-Jestem sobą! I ani myślę się zmieniać-
Więc albo zaakceptuj to, jaka jestem i baw się ze mną, w mym własnym świecie i koloruj go ze mną tymi samymi kredkami. Albo myśl co chcesz, żyj jak chcesz, śmiej się ze mnie nawet, tylko nie twierdź, że posiadanie tych dwóch "cech" naraz jest niemożliwe!
Bo jestem tego żywym przykładem!
Ot taka zwykle nienormalna Dziewczyna.
Ps. I w sumie chyba mi z tym dobrze;) Bo inna osoba z kolei stwierdziła, że zwykłość jest nudna.
Więc może zadając się ze mną nie będziesz jak jakiś wapniak?? :P
niedziela, 12 grudnia 2010
Zimowy spacer...
Dziś miałam się uczyć...
Jednak mnie wyciągnięto na Stary... (Moni tak dawno się nie widzieliśmy....)
W sumie jestem zadowolona ^^. Dręczą mnie co prawda wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam i lęk jak jutro sobie poradzę, ale...
No właśnie jest ale ;D
A mianowicie to, jak się powracało ze spotkania. Zadziwiające jak brak możliwości słuchania mp3 ("bateria" odmówiła posłuszeństwa) wpływa na ludzi.
Dziś urzekła mnie cisza.
Jako, że znów sypał śnieg i przymroziło troszku, to jakoś tak wszystkie samochody (nawet te na autostradzie), jechały jakby nigdzie się nie spiesząc. Nieliczni przechodnie, obatuleni szczelnie szalikami, czapkami i innymi rękawiczkami, uśmiechali się do siebie (czyżby "magia świąt"??), a Ci którzy nie wędrowali sami, przytulali się do siebie bacząc, aby się nie poślizgnąć.
Co jeszcze?
Wirujące płatki białego puchu, tańczące w świetle latarni nabierające kolorów,
skrzypiący dźwięk pod stopami,
absolutny brak chęci, aby mimo lekkiego zmarznięcia wrócić do domu...
Chęci na długi zimowy spacer, niewykluczający aniołów na śniegu, kulkowych bitew...
Niespotykany nastrój...
Szkoda, że nie było go z kim podzielić...
Jednak mnie wyciągnięto na Stary... (Moni tak dawno się nie widzieliśmy....)
W sumie jestem zadowolona ^^. Dręczą mnie co prawda wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam i lęk jak jutro sobie poradzę, ale...
No właśnie jest ale ;D
A mianowicie to, jak się powracało ze spotkania. Zadziwiające jak brak możliwości słuchania mp3 ("bateria" odmówiła posłuszeństwa) wpływa na ludzi.
Dziś urzekła mnie cisza.
Jako, że znów sypał śnieg i przymroziło troszku, to jakoś tak wszystkie samochody (nawet te na autostradzie), jechały jakby nigdzie się nie spiesząc. Nieliczni przechodnie, obatuleni szczelnie szalikami, czapkami i innymi rękawiczkami, uśmiechali się do siebie (czyżby "magia świąt"??), a Ci którzy nie wędrowali sami, przytulali się do siebie bacząc, aby się nie poślizgnąć.
Co jeszcze?
Wirujące płatki białego puchu, tańczące w świetle latarni nabierające kolorów,
skrzypiący dźwięk pod stopami,
absolutny brak chęci, aby mimo lekkiego zmarznięcia wrócić do domu...
Chęci na długi zimowy spacer, niewykluczający aniołów na śniegu, kulkowych bitew...
Niespotykany nastrój...
Szkoda, że nie było go z kim podzielić...
środa, 24 listopada 2010
Wyobrażeniowe Zapytanko
Dziś może nietypowe rozmyślania.
Bo w sumie to jestem ciekawa Waszego zdania. Uwaga: będzie ono wymagało od Was użycia wyobraźni! Tak- tej nieco zapomnianej i traktowanej w sumie po macoszemu, umiejętności wytworzenia w umyśle dowolnej (zaistniałej, hipotetycznej bądź niemożliwej- w sumie nie ważne) sytuacji na podstawie krótkiego opisu. Ale wierzę, że dacie sobie z tym radę ^^.
Moje pytanie do Was. Opisana dziewczyna:
a) cechuje ją zero powagi, zero przyzwoitości, nie umie się zachować w towarzystwie,
b) jest widocznie zakochana nie miejmy jej za złe głupiego zachowania,
c) zachowuje się jak jakiś podlotek. Boże co się dzieje z młodymi?,
d) patrzy na świat przez różowe okulary, jest inna, radosna, ma humor, czy to źle?,
e) inne (wpiszcie proszę w komentach)
PS. W celach statystycznych ankietka u góry ;)
Bo w sumie to jestem ciekawa Waszego zdania. Uwaga: będzie ono wymagało od Was użycia wyobraźni! Tak- tej nieco zapomnianej i traktowanej w sumie po macoszemu, umiejętności wytworzenia w umyśle dowolnej (zaistniałej, hipotetycznej bądź niemożliwej- w sumie nie ważne) sytuacji na podstawie krótkiego opisu. Ale wierzę, że dacie sobie z tym radę ^^.
...Idąc dość śpiesznie ulicą, bo i komu by się chciało chadzać ślamazarnie w tę wietrzną i deszczową pogodę, mą uwagę przyciągnęła jakaś dziewczyna idąca z naprzeciwka. Zdecydowanie nie pasowała do otaczającego ją właśnie środowiska. Bynajmniej nie ze względu na nietypową urodę, strój czy coś w tym rodzaju. Zresztą, jak to wszystko stwierdzić w sumie: Bo ile to czasu trwa minięcie kogoś na ulicy? Kilkanaście sekund? Niemniej idąc, bawiła się swoim parasolem, kręcąc nim w kółko, jak to często robią dzieci. Gdy mnie mijała starała zachować się powagę dorosłej kobiety, co średnio jej się udało, bo dosłownie sekundę po tym, jak mnie minęła, stłumiła swój śmiech, który to nie mógł mieć żadnego logicznego wytłumaczenia! Co mogła pomyśleć?...
Moje pytanie do Was. Opisana dziewczyna:
a) cechuje ją zero powagi, zero przyzwoitości, nie umie się zachować w towarzystwie,
b) jest widocznie zakochana nie miejmy jej za złe głupiego zachowania,
c) zachowuje się jak jakiś podlotek. Boże co się dzieje z młodymi?,
d) patrzy na świat przez różowe okulary, jest inna, radosna, ma humor, czy to źle?,
e) inne (wpiszcie proszę w komentach)
PS. W celach statystycznych ankietka u góry ;)
poniedziałek, 8 listopada 2010
Czepialska dziewczyna ;)
Wczorajszy (Tak, tak już wczorajszy) dzień studyjny minął pod znakiem niezwykłości. Tak!
Bo i nawet rachunek kosztów nie był taki straszny - to niebywały plus. Niestety był i minus. A mianowicie inny prowadzący na filozofii! No widać unaoczniła się moja teza, że niektórych wykładowców nie da się podrobić, zastąpić i w ogóle. Została ona dwukrotnie dziś potwierdzona:
raz to wspomniany wykład filozofii, a 2 to obserwacja zachowania już byłego mego wykładowcy (tym razem psychologa)- jak zwykle w przerwie poszedł po kawę i Sok porzeczkowy i troszku czasu mu zeszło. Jego studenci byli przerażeni, gdy zobaczyli jak ich opuszcza (jeszcze widocznie niewtajemniczeni w tradycje) i ich natychmiastowe wołanie do guru: - Zapraszamy na aulę! My nie gryziemy...:D
Co ponadto?
Niezwykle miła rozmowa grupowa podczas okienka. Tematy uniwersalne to: obsmarowanie nielubianych wykładowców i bajki oraz seriale dzieciństwa.
Jednak najbardziej takie "moje" (niebiesko-rybkowe?)- czyli przekomarzająca "kłótnia" z pewnym osobnikiem (znanym z podobnej sprzeczki na 1roczku).
Hmm tematyka tym razem różna od ulubionych bajek, poprzez umiejętności studenckie, a na kolorze włosów skończywszy.
Urywek z rozmowy:
- Czyli nie jestem dla Ciebie wyzwaniem? (w sensie rozmowy jadącej drugiej osobie na żarty)
- No nie.
- Uważaj co mówisz?
- No prawdę!
- Pogrążasz się.
- Upss... :P
- No tak Słoneczko. Zbyt długie wakacje.
- Co??? (plus mega zdziwienie na określenie Słoneczko).
- No wiesz. Zbyt długo na dworze siedziałeś i włosy z aryjskich zrobiły się rude :P
- Jestem blondynem!
- No nie przeczę. Rudy to stan umysłu ;P A pijesz Colę?
- Tak
- No to może kiedyś odrdzewiejesz.
Hehe ta rozgrywka należała do mnie;P
Przerwa ma się ku końcowi. Koleżka do mnie:
- Jesteś Skorpionem prawda?
- Tak...(?)
- Wiedziałem.
- A to skąd to?
- Bo tylko Skorpiony się tak czepiają i gadają...
- Ciekawa teoria? Skąd ją ściągnąłeś?
- Z autopsji.
Mimo wszystko zaskoczył mnie tą wiedzą.
Ps. Dlaczego notka opublikowana w tym- a nie innym czasie choć prędzej skończyłam pisać??
A to już moja słodka tajemnica :P
Bo i nawet rachunek kosztów nie był taki straszny - to niebywały plus. Niestety był i minus. A mianowicie inny prowadzący na filozofii! No widać unaoczniła się moja teza, że niektórych wykładowców nie da się podrobić, zastąpić i w ogóle. Została ona dwukrotnie dziś potwierdzona:
raz to wspomniany wykład filozofii, a 2 to obserwacja zachowania już byłego mego wykładowcy (tym razem psychologa)- jak zwykle w przerwie poszedł po kawę i Sok porzeczkowy i troszku czasu mu zeszło. Jego studenci byli przerażeni, gdy zobaczyli jak ich opuszcza (jeszcze widocznie niewtajemniczeni w tradycje) i ich natychmiastowe wołanie do guru: - Zapraszamy na aulę! My nie gryziemy...:D
Co ponadto?
Niezwykle miła rozmowa grupowa podczas okienka. Tematy uniwersalne to: obsmarowanie nielubianych wykładowców i bajki oraz seriale dzieciństwa.
Jednak najbardziej takie "moje" (niebiesko-rybkowe?)- czyli przekomarzająca "kłótnia" z pewnym osobnikiem (znanym z podobnej sprzeczki na 1roczku).
Hmm tematyka tym razem różna od ulubionych bajek, poprzez umiejętności studenckie, a na kolorze włosów skończywszy.
Urywek z rozmowy:
- Czyli nie jestem dla Ciebie wyzwaniem? (w sensie rozmowy jadącej drugiej osobie na żarty)
- No nie.
- Uważaj co mówisz?
- No prawdę!
- Pogrążasz się.
- Upss... :P
- No tak Słoneczko. Zbyt długie wakacje.
- Co??? (plus mega zdziwienie na określenie Słoneczko).
- No wiesz. Zbyt długo na dworze siedziałeś i włosy z aryjskich zrobiły się rude :P
- Jestem blondynem!
- No nie przeczę. Rudy to stan umysłu ;P A pijesz Colę?
- Tak
- No to może kiedyś odrdzewiejesz.
Hehe ta rozgrywka należała do mnie;P
Przerwa ma się ku końcowi. Koleżka do mnie:
- Jesteś Skorpionem prawda?
- Tak...(?)
- Wiedziałem.
- A to skąd to?
- Bo tylko Skorpiony się tak czepiają i gadają...
- Ciekawa teoria? Skąd ją ściągnąłeś?
- Z autopsji.
Mimo wszystko zaskoczył mnie tą wiedzą.
Ps. Dlaczego notka opublikowana w tym- a nie innym czasie choć prędzej skończyłam pisać??
A to już moja słodka tajemnica :P
piątek, 22 października 2010
Efekt domina
Chyba każdemu obiło się już o uszy takie stwierdzenie, jak efekt domina. A już na pewno sam kiedyś wywołał takowy podczas zabawy w dzieciństwie, małymi prostopadłościennymi kostkami z kropeczkami od frontowej strony, które przypominają w swej budowie kamienne ściany, a powszechnie są znane pod nazwą domina<^.^>
Zadziwiające, dlaczego te przewracające się jedne po drugiej kosteczki wywołują na ogół negatywne skojarzenia. Owszem opadające w zaskakującym tempie kamienie, nie budzą poczucia bezpieczeństwa, a sama gwałtowność nie budzi zaufania, bo "któreż to rzeczy dobre spotykają nas tak nagle?", ale co stoi nam na drodze, żeby te negatywne konotacje zastąpić troszkę lepszymi?
Rozumiem sporo się mówiło o efekcie domina podczas kryzysów gospodarczych, gdy to z napięciem patrzeliśmy, czy ten efekt nie będzie widoczny również i u nas.
A w sytuacji gdy osobiście spotykało nas kilka nieszczęść naraz (no tak przecież są one tchórzami i nigdy nie chodzą w pojedynkę) wyobrażaliśmy sobie jak nasze życie pędzi tą równią pochyłą...
Hmm, powiedźcie mi teraz dlaczego tak wielu ogląda z zapartym tchem próby pokonania kolejnego rekordu Guinnessa podczas Domino Day?
Albo dlaczego zwrot ten jest również używany w stosunku do upadku reżimu komunistycznego?
Więc są i dobre skojarzenia ;)
Tylko trzeba chcieć je dostrzec. Jak ktoś nieznajomy się do Ciebie uśmiechnie na ulicy to się odwdzięcz tym samym, jak rozdaje darmowe uściski (np. 24 czerwca) to nie wahaj się skorzystać z okazji i nie myśl, że to jakiś ćpun czy nienormalny człowiek, ktoś Ci pomoże bezinteresownie to: podaj dalej! Przykładów można wręcz mnożyć! Pomyślcie jakby każdy "zaatakowany" takim dobrem oddał je choć jednej osobie, to już ile kostek by upadło w tempie wręcz niemożliwym do ogarnięcia?
Mój umysł się gubi w obliczeniach ;P
Powiesz mi zapewne: życie to nie bajka. Straciłem pracę, żona się nie odzywa, dzieci płaczą...
-nie mam siły na uśmiech, gdy całe życie wali mi się jak to domino...
- A wiesz, że czasem jedna kostka stoi zbyt daleko od drugiej i już kolejna nie spadnie? (nie zawsze udaje się przecież pobić ten paskudny rekord :D) Może przez to jedno pozytywne zdarzenie zatrzyma się ten pęd?
U Ciebie wszystko w porządku? Obejrzyj się. Może przez dobre słowo, pomoc, albo nawet samą swoją obecność sprawisz, że jedna kostka domina komuś się nieco oddali i już więcej kamieni nie spadnie ;D no chyba, że tych pozytywnych z uśmiechem na froncie ;)
Czego i Wam i sobie życzę!
Zadziwiające, dlaczego te przewracające się jedne po drugiej kosteczki wywołują na ogół negatywne skojarzenia. Owszem opadające w zaskakującym tempie kamienie, nie budzą poczucia bezpieczeństwa, a sama gwałtowność nie budzi zaufania, bo "któreż to rzeczy dobre spotykają nas tak nagle?", ale co stoi nam na drodze, żeby te negatywne konotacje zastąpić troszkę lepszymi?
Rozumiem sporo się mówiło o efekcie domina podczas kryzysów gospodarczych, gdy to z napięciem patrzeliśmy, czy ten efekt nie będzie widoczny również i u nas.
A w sytuacji gdy osobiście spotykało nas kilka nieszczęść naraz (no tak przecież są one tchórzami i nigdy nie chodzą w pojedynkę) wyobrażaliśmy sobie jak nasze życie pędzi tą równią pochyłą...
Hmm, powiedźcie mi teraz dlaczego tak wielu ogląda z zapartym tchem próby pokonania kolejnego rekordu Guinnessa podczas Domino Day?
Albo dlaczego zwrot ten jest również używany w stosunku do upadku reżimu komunistycznego?
Więc są i dobre skojarzenia ;)
Tylko trzeba chcieć je dostrzec. Jak ktoś nieznajomy się do Ciebie uśmiechnie na ulicy to się odwdzięcz tym samym, jak rozdaje darmowe uściski (np. 24 czerwca) to nie wahaj się skorzystać z okazji i nie myśl, że to jakiś ćpun czy nienormalny człowiek, ktoś Ci pomoże bezinteresownie to: podaj dalej! Przykładów można wręcz mnożyć! Pomyślcie jakby każdy "zaatakowany" takim dobrem oddał je choć jednej osobie, to już ile kostek by upadło w tempie wręcz niemożliwym do ogarnięcia?
Mój umysł się gubi w obliczeniach ;P
Powiesz mi zapewne: życie to nie bajka. Straciłem pracę, żona się nie odzywa, dzieci płaczą...
-nie mam siły na uśmiech, gdy całe życie wali mi się jak to domino...
- A wiesz, że czasem jedna kostka stoi zbyt daleko od drugiej i już kolejna nie spadnie? (nie zawsze udaje się przecież pobić ten paskudny rekord :D) Może przez to jedno pozytywne zdarzenie zatrzyma się ten pęd?
U Ciebie wszystko w porządku? Obejrzyj się. Może przez dobre słowo, pomoc, albo nawet samą swoją obecność sprawisz, że jedna kostka domina komuś się nieco oddali i już więcej kamieni nie spadnie ;D no chyba, że tych pozytywnych z uśmiechem na froncie ;)
Czego i Wam i sobie życzę!
wtorek, 12 października 2010
Niebieska rybko...-Jedno wyrażenie wyrażające więcej niż tysiąc słów??
Niebieska rybko- tym oto wyrażeniem zwróciła się do mnie niedawno pewna osoba, chyba nie do końca zdając sobie sprawy z tego, ile może ono dla mnie znaczyć. Bo i skąd miała wiedzieć coś, o czym nie wiedzą nawet Ci, którzy mnie znają już długo? Że nawet oni nie wpadli, że stosując tak proste porównanie do pewnej bajkowej postaci powiedzą chyba najlepszy komplement?
A może to tylko czysty przypadek?
Przecież nie każdy ma takie same skojarzenia z ową postacią jak ja...
A jeśli nawet jakimś cudem przypiszemy te same (bądź porównywalne) cechy takiej Dory z Gdzie jest Nemo?, to czy są one dla nas tak samo ważne?
Przecież nie ma na świecie dwóch osób tak samo myślących*.
Istnieje również możliwość (w którą z czystego egoizmu nie chcę wierzyć), że było to powiedziane "ot tak", nad wyrost, lub po prostu rzucone na wiatr bez głębszego zastanowienia się**.
Bo ileż to razy mówimy coś, żeby tej drugiej osobie poprawić humor, żeby było jej lżej?
Chyba często.
Zwróciliście kiedyś uwagę, kiedy najczęściej padają owe słowa pocieszenia, że "nie jesteś taki zły", "oj weź przestań" czy "nie masz siebie tak negować"?
Ja myślę, że najczęściej mówimy tak naszemu rozmówcy (nie zawsze się nawet z tym zgadzając), gdy ten zaczyna sam o sobie mówić: "że jest zły", "nie dość dobry" itd.
A jeżeli tak jest, to czemu gro z Was się dziwi, jak osoba z którą dyskutujecie- Wasz przeciwnik- nagle się z Wami zgadza i przyznaje, że jest do niczego? Jaki wtedy stosujecie mechanizm?
-Oj no Zenek daj spokój. Przecież nie jesteś, aż tak złym mówcą/człowiekiem/mężem/itp.
I nagle atmosfera się poprawia co nie? Oboje dostrzegacie w sobie istoty, które myślą, odczuwają, cierpią...
Ale skąd pewność, że negujący siebie Zenek faktycznie tak o sobie sądzi? Może to była tylko manipulacja, żebyście wykazali odruch pocieszenia? A może specjalnie wygłosił sam to, co i tak byście powiedzieli, czego teraz z czystej polityczno- obyczajowej poprawności, już nie zrobicie? I właśnie dlatego to Zenek wygrał te negocjacje?
Ciężki orzech do zgryzienia co?
^^^^^^^^^^^^*^^^^^^^^^^^^
Wybaczcie pokręcony styl. Z pisaniem tych przemyśleń miałam problem jak nigdy :/ Jak coś niejasne to pytajcie.
* No chyba, że naprawdę jesteśmy dla siebie wzajemnie "jakąś wersją siebie". (Ta masło maślane;P)
**Tak czy inaczej- bez względu na intencje czy sposób charakterystyki Dory- Dziękuję za to ciepło, które we mnie się rozlało gdy to usłyszałam Raveniu =).
A może to tylko czysty przypadek?
Przecież nie każdy ma takie same skojarzenia z ową postacią jak ja...
A jeśli nawet jakimś cudem przypiszemy te same (bądź porównywalne) cechy takiej Dory z Gdzie jest Nemo?, to czy są one dla nas tak samo ważne?
Przecież nie ma na świecie dwóch osób tak samo myślących*.
Istnieje również możliwość (w którą z czystego egoizmu nie chcę wierzyć), że było to powiedziane "ot tak", nad wyrost, lub po prostu rzucone na wiatr bez głębszego zastanowienia się**.
Bo ileż to razy mówimy coś, żeby tej drugiej osobie poprawić humor, żeby było jej lżej?
Chyba często.
Zwróciliście kiedyś uwagę, kiedy najczęściej padają owe słowa pocieszenia, że "nie jesteś taki zły", "oj weź przestań" czy "nie masz siebie tak negować"?
Ja myślę, że najczęściej mówimy tak naszemu rozmówcy (nie zawsze się nawet z tym zgadzając), gdy ten zaczyna sam o sobie mówić: "że jest zły", "nie dość dobry" itd.
A jeżeli tak jest, to czemu gro z Was się dziwi, jak osoba z którą dyskutujecie- Wasz przeciwnik- nagle się z Wami zgadza i przyznaje, że jest do niczego? Jaki wtedy stosujecie mechanizm?
-Oj no Zenek daj spokój. Przecież nie jesteś, aż tak złym mówcą/człowiekiem/mężem/itp.
I nagle atmosfera się poprawia co nie? Oboje dostrzegacie w sobie istoty, które myślą, odczuwają, cierpią...
Ale skąd pewność, że negujący siebie Zenek faktycznie tak o sobie sądzi? Może to była tylko manipulacja, żebyście wykazali odruch pocieszenia? A może specjalnie wygłosił sam to, co i tak byście powiedzieli, czego teraz z czystej polityczno- obyczajowej poprawności, już nie zrobicie? I właśnie dlatego to Zenek wygrał te negocjacje?
Ciężki orzech do zgryzienia co?
^^^^^^^^^^^^*^^^^^^^^^^^^
Wybaczcie pokręcony styl. Z pisaniem tych przemyśleń miałam problem jak nigdy :/ Jak coś niejasne to pytajcie.
* No chyba, że naprawdę jesteśmy dla siebie wzajemnie "jakąś wersją siebie". (Ta masło maślane;P)
**Tak czy inaczej- bez względu na intencje czy sposób charakterystyki Dory- Dziękuję za to ciepło, które we mnie się rozlało gdy to usłyszałam Raveniu =).
Subskrybuj:
Posty (Atom)